W drodze do nadmorskich lasów w okolicach Łeby proponujemy niezapowiedziany przystanek w Puszczy Pszczyńskiej. Wszystko za sprawą naszej czytelniczki, która wybrała się na rowerową wędrówkę po tamtejszych kniejach. O wszystkim, co zobaczyła, usłyszała i poczuła przeczytać można w tej pięknej relacji: kliknij. A tutaj trasa na mapie: kliknij.
Niektórzy mówią, że serce Jury bije właśnie
tutaj, pomiędzy Kroczycami i Włodowicami, wśród skał i lasów
Góry Zborów, Skał Kroczyckich, Rzędkowickich, Podlesickich i
Morskich. Wapienne ostańce o fantastycznych kształtach wyglądają
tak, jakby stały w tej okolicy od zawsze. Z miejscowymi lasami
sprawa nie jest jednak już taka prosta. Na mapach z połowy XIX i
początku XX wieku widać jedynie kilka niewielkich kompleksów,
które rozdzielone są wielkimi połaciami otwartych terenów. Był
to czas intensywnej eksploatacji lasów oraz rozwoju rolnictwa i
hodowli zwierząt, głównie kóz i owiec. W samych tylko Podlesicach
żyło ich przed wojną około 300-400. Każdego ranka „od śniegu
do śniegu” zwierzęta pędzono na pastwiska, pod które zajmowany
był każdy skrawek gruntu zbyt skalistego, by coś na nim uprawiać.
Las nie miał w tej sytuacji większych szans na ekspansję, z trudem
bronił jedynie swych poszarpanych granic.
Z przyjemnością informujemy, że w Dolinie Będkowskiej, jednym z najpiękniejszych zakątków Jury, stanęła pierwsza w Polsce tablica informacyjna Kultury w lesie. Znajdują się na niej fotografie i informacje dotyczące zabytków i pamiątek przeszłości w lasach wokół Doliny. Są tam krótko opisane m.in. dwa grodziska, droga patrolowa na dawnej granicy zaborów oraz system niemieckich umocnień z 1944 roku. Tablica stoi u stóp Sokolicy, przy gospodarstwie agroturystycznym Brandysówka. Na pomysł jej ustawienia wpadli właściciele gospodarstwa oraz miłośnicy sportów wspinaczkowych z Fundacji Wspinka, którym w tym miejscu serdecznie dziękujemy za inicjatywę i jej realizację! O leśnych tajemnicach Doliny Będkowskiej można także poczytać nie wychodząc z domu, w artykule zamieszczonym na łamach naszego przewodnika TUTAJ.
Ogrodzieniec to niewielkie jurajskie miasteczko położone kilka kilometrów na południowy wschód od Zawiercia. Jest tutaj późnobarokowy kościół Podwyższenia Krzyża Świętego, kilka zabytkowych kapliczek oraz odnowiony niedawno i aspirujący do roli rynku Plac Piłsudskiego. Nie ma za to turystów, którzy przeważnie od razu jadą do leżącego dwa kilometry dalej Podzamcza, gdzie wznoszą się ruiny słynnego zamczyska. W powszechnej bowiem świadomości to właśnie jest Ogrodzieniec: wspaniałe orle gniazdo, jedna z największych atrakcji regionu, żelazny punkt w programie każdej wycieczki po Jurze. Potężna warownia, choć zrujnowana, jak przed wiekami rzuca cień na całą okolicę. W tym cieniu pozostają także ogrodzienieckie lasy, które do cna przesycone są atmosferą militarną. Wystarczy wspomnieć, że na kilkanaście obiektów, jakie trafiły właśnie do Kultury w lesie, zaledwie kilka można od biedy zaliczyć do zabytków cywilnych…
Kolejna nieistniejąca osada w naszym przewodniku. W poszukiwaniu zagarniętych przez las śladów dawnego życia udajemy się tym razem w Góry Bystrzyckie, w górę Czerwonego Strumienia, ścieżką prowadzącą wzdłuż polsko-czeskiej granicy, kilka kilometrów na zachód od sudeckiego Międzylesia. Wędrujemy przez okolicę, w której od XIV wieku wydobywano rudę żelaza, przerabianą następnie w kuźnicy w pobliskim Boboszowie. Pod koniec XVI stulecia właściciele okolicznych dóbr z rodziny von Tschirnhaus założyli osadę, która przyjęła nazwę od potoku (niem. Rothflössel). W 1764 roku przyszedł na świat najbardziej znany mieszkaniec wioski, Joseph Knauer, późniejszy biskup wrocławski. W tym samym mniej więcej czasie mieszkał tutaj kamieniarz Franz Hornich, twórca rokokowych schodów oraz kamiennych figur dla kościoła w pobliskim Neratovie. Poza tym Czerwony Strumień był jedną z wielu skromnych, niczym nie wyróżniających się wiosek sudeckich, a jego mieszkańcy prowadzili spokojne życie utrzymując się z rolnictwa i drobnego rzemiosła.
W
drugiej części naszej wędrówki opuszczamy dawne wyrobiska, hałdy
i pola górnicze, aby
udać
się na poszukiwanie innych pamiątek
i miejsc
historycznych
ukrytych
w tarnogórskich lasach.
Wiele z nich związanych jest z rodziną
Donnersmarcków, do której przed II wojną światową należały
okoliczne dobra. Park Repecki
to dawny zwierzyniec założony
przez Karola Łazarza Henckel
von Donnersmarck, który
po roku 1824
postanowił przekształcić
rozległe obszary leśne swej
nowej posiadłości w
zamknięty obszar
przeznaczony do polowań.
Zwierzyniec został otoczony
kamiennym murem. Jego
fragmenty zachowały się do dzisiaj
między innymi w północno-zachodniej
części parku,
przy rzece Drama.
W mroku przeszłości pokrywały naszą ziemię gęste lasy i rozległe bagna, a dzikie zwierzęta, jak wilki, niedźwiedzie i tury urządzały sobie w cieniu potężnych sosen, świerków, buków i tysiącletnich dębów, swoje kryjówki. Nad bagnami i rzekami panoszył się bóbr, a nad wszystkiemi ptakami ciemnych lasów królował orzeł1. Tak wyobrażał sobie pradziejowy krajobraz dzisiejszej ziemi tarnogórskiej jej słynny kronikarz, Jan Nowak. U tego samego autora przeczytamy dalej o tym, jak wśród dzikich ostępów pojawili się pierwsi osadnicy, pionierzy ludzkiej cywilizacji, za sprawą których usypano w dolinach groble dla założenia rybnych stawów, wycięto las dla powiększenia (…) roli, i wybudowano na tem polu z drzewa lub z gliny chateczki2. W tamtym czasie ludzie nie wiedzieli jeszcze, że prawdziwe bogactwo kryje się dopiero kilka metrów pod ich stopami…
Czas na ostatnie już spotkanie z lasami zachodniej części Beskidu Niskiego. Wędrówka, jak na pożegnanie przystało, będzie smutna i nostalgiczna. Z opisanych w poprzednim odcinku przewodnika szczytów Jawora, Lackowej i Szubienicznego Wierchu schodzimy bowiem w doliny, aby odwiedzić miejsca po trzech nieistniejących osadach. Przed nami dawne łemkowskie Czertyżne, osada Marysin i zalana przez wody sztucznego jeziora Klimkówka.