Lasy wokół Wysowej i Uścia Gorlickiego, część druga

Czas na drugą odsłonę wędrówki po okolicach Wysowej i Uścia Gorlickiego. Tym razem w roli głównej wystąpią trzy beskidzkie góry: Jawor, Lackowa i Szubieniczny Wierch. Każdy z tych zalesionych szczytów ma swoje opowieści, w których historia miesza się z legendą i ludowym podaniem. Bohaterami górskiego tryptyku są pielgrzymi, świadkowie maryjnego objawienia i cudownych uzdrowień, konfederaci barscy, rozbójnicy grasujący na węgierskim trakcie i nieszczęśliwie zakochany młodzieniec, który po tragicznej śmierci błąkał się dalej po świecie jako upiór. Wyruszamy z Wysowej, najlepiej wcześnie rano, starą drogą prowadzącą przez pasmo graniczne na słowacką Cigelkę…

Jawor

Jawor, pierwszy ze szczytów na naszej trasie, to góra o dwóch obliczach. Za sprawą maryjnego objawienia, jakie wydarzyło się tutaj w okresie międzywojennym, grekokatolicy i prawosławni uważają to miejsce za święte. Ale Jawor jest także polem bitwy, stoczonej w roku 1770 przez konfederatów barskich z Rosjanami. Wśród gęstych lasów słowa modlitwy i pieśni pielgrzymów mieszają się zatem z echami dawnych bitewnych okrzyków. Zacznijmy od tej pierwszej historii.

21 września 1925 roku Matka Boża ukazała się w krzaku jałowca Łemkini Klarifie Demiańczyk, która wraz z trzema znajomymi wracała do Wysowej z odpustu w słowackim Gabułtowie. W następnych dniach Matka Boża ukazała się jeszcze kilka razy, czego świadkami byli mieszkańcy Wysowej, którzy zaczęli przychodzić w to miejsce po opowieści Demiańczuk. Według innej wersji, kobiety wracające z Gabułtowa (trzy, nie cztery) zobaczyły na szczycie góry dziwne światło. Po kilku dniach jedna z nich, uboga wdowa Firyja Demiańczuk, wybrała się ponownie na Słowację, żeby zarobić u bogatych gospodarzy na jedzenie dla dzieci. Gdy zbliżała się do szczytu góry, znowu zobaczyła światło, a w nim Matkę Bożą, która nakazała jej zawrócić do domu. Kobieta posłuchała wezwania i po powrocie zastała w domu krewnego, który przybył z niespodziewaną wizytą, przywożąc ze sobą duże zapasy żywności.

Po tych opowieściach polanę pod Jaworem zaczęli odwiedzać wierni, którzy mieli tu doświadczyć licznych cudów. Po jakimś czasie dla zbadania całej sprawy przybyła pod Jawor specjalna komisja, wysłana przez przemyskiego biskupa greckokatolickiego Jozafata Kocyłowskiego. Na podstawie zebranych materiałów władze kościelne uznały polanę za miejsce uświęcone i wyraziły zgodę na wybudowanie kaplicy. Zaprojektował ją nauczyciel z Wysowej, a uroczyste poświęcenie miało miejsce 14 października 1929 roku, w święto Opieki Matki Boskiej. Wkrótce obok kaplicy wytrysnęło źródło, którego woda zdaniem pielgrzymów posiada właściwości uzdrawiające.

W okresie II wojny światowej dostęp do leżącego tuż przy granicy sanktuarium był utrudniony i wymagał specjalnego zezwolenia władz okupacyjnych. Po powojennych wysiedleniach ludności łemkowskiej sanktuarium podupadło całkowicie. W następnych latach opuszczona kaplica została zdewastowana przez żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. Dopiero w roku 1969 powracający w te strony Łemkowie uzyskali zgodę władz na użytkowanie budowli zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. Wtedy też została ona wyremontowana i zaczęła służyć jako kaplica parafii prawosławnej w Wysowej. W roku 2017 po trwających przez wiele lat sporach sądowych kaplica powróciła w ręce grekokatolików.

Obecnie kaplica pod Jaworem jest znanym i często odwiedzanym miejscem kultu. Najważniejsze uroczystości religijne odbywają się przy niej 12 lipca (święto apostołów Piotra i Pawła), kiedy pod Jawor wyrusza z Wysowej uroczysta pielgrzymka. Krzyże przynoszone przez pielgrzymów są później ustawiane na sąsiedniej polanie.

Pod względem architektonicznym kaplica jest niewielką, bezstylową budowlą z jedną nawą, od wschodu zamkniętą trójbocznie, a od zachodu posiadającą przeszklony przedsionek z wyglądu przypominający werandę. Wnętrze zdobi barwna polichromia i liczne współczesne ikony, m.in. umieszczona nad ołtarzem kopia przedwojennej ikony Matki Bożej Jaworskiej.

Idąc od kaplicy w górę i odbijając po chwili z leśnej drogi w lewo, w kierunku szczytu Jawora, po chwili błądzenia dotrzemy do stalowego krzyża ustawionego w miejscu dawnego obozu konfederatów barskich. Tutaj zaczyna się druga, wojenna opowieść związana z naszą górą.

Warowny obóz wzniesiony przez konfederatów barskich na przełomie lat 1769 i 1770 składał się z dwóch drewniano-ziemnych redut. Reduta główna znajdowała się na szczycie oraz na stokach Jawora, natomiast reduta pomocnicza na sąsiednim, bezimiennym wzniesieniu oddalonym o około 500 m na północ. Najważniejszym elementem reduty głównej była złożona z trzech dział bateria, usytuowana na specjalnie przygotowanej ławie artyleryjskiej i umocniona wiklinowymi koszami. Miejsce to oznaczone jest dzisiaj metalowym krzyżem. Na wschód od baterii wybudowano drewniany blokhauz ze strzelnicami, który mógł być także wykorzystywany na kwatery dla żołnierzy. W głębi umocnień znajdował się majdan do prowadzenia musztr i odpraw. Na szczycie góry stała kamienna wieża o średnicy około 16 m, służącą jako punkt obserwacyjny, stanowisko dowodzenia oraz kwatera oficerów. W drugiej reducie wybudowano bastion, w którym umieszczono jedno z konfederackich dział. Zadaniem tej pozycji była osłona głównej pozycji na Jaworze oraz kontrola biegnącej w dole drogi z Wysowej do Cigelki. Dzisiaj odnalezienie tej reduty ułatwia ustawiony na niej bliźniaczy, stalowy krzyż. Uzupełnieniem opisanych umocnień były rozmieszczone na przedpolu obozu zasieki, wzmocnione być może przez tzw. konie fryzyjskie – proste, ale skuteczne w powstrzymywaniu przeciwnika urządzenia, które wykonywano wbijając w kłodę cztery rzędy zaostrzonych palików, a następnie ustawiając je w długich liniach.

Umocnienia konfederackie przeszły próbę bojową w dniach 3-4 sierpnia 1770 roku, kiedy ruszył na nie liczący około 3200 żołnierzy korpus rosyjski generała Drewicza. W czasie tej bitwy niespełna 400 konfederatów dowodzonych przez Kazimierza Pułaskiego z powodzeniem odpierało kolejne szturmy rosyjskie. Powodzenie dalszej obrony zależało jednak od tego, jak zachowają się oficjalnie neutralne wojska austriackie, które według wcześniejszych ustaleń miały stać na granicy, nie dopuszczając do tego, aby Rosjanie przeszli na stronę słowacką i oskrzydlili Polaków. Niestety, generał Drewicz zdołał nakłonić austriackiego dowódcę, generała Esterhazyego, aby ten cofnął się w głąb swojego terytorium na 3 tysiące kroków. To wystarczyło, aby Rosjanie zdołali przejść przez granicę (oficjalnie-nielegalnie) i zaatakować obóz od południa.

Konfederaci, którzy w porę spostrzegli to zagrożenie, porzucili umocnienia i zaczęli wycofywać się na południe. W czasie tego odwrotu ponieśli największe straty, do czego przyczynili się walnie chłopi z pobliskiej Cigelki, którzy zastąpili im drogę z widłami i kosami, bijąc i grabiąc zdrowych oraz dobijając rannych. Dopiero wtedy Austriacy ruszyli z powrotem w stronę granicy, rozbrajając Polaków i biorąc ich pod swój nadzór. Rosjanie w tym czasie wrócili na drugą stronę granicy. Straty konfederatów w bitwie wyniosły w sumie 30 zabitych i 14 rannych, przy czym 25 żołnierzy poległo w czasie odwrotu przez pola Cigelki. Rosjanie stracili blisko 260 zabitych oraz nieznaną bliżej liczbę rannych.

Dwa dni po tych wydarzeniach wojska rosyjskie pomaszerowały w głąb Polski, niszcząc uprzednio obóz. Kiedy niebezpieczeństwo z ich strony minęło, Austriacy zwrócili broń konfederatom i pozwolili im wrócić do kraju. Sam obóz nie został już nigdy odbudowany.

Lackowa

Z góry Jawor udajemy się pasmem granicznym na zachód, aby w niecałe dwie godziny dotrzeć na Lackową, najwyższy szczyt Beskidu Niskiego (997 m). Jak większość miejsc w tej okolicy, Lackowa ma swoją historię konfederacką – jej szczyt był podobno wykorzystywany do sygnalizacji i przekazywania wiadomości pomiędzy obozami konfederatów w Izbach i Wysowej, stąd spotykana czasem nazwa Chorągiewka Pułaskiego. Z górą wiąże się także legenda o Maćku, synu właściciela huty szkła w Hucie Wysowskiej, który został pochowany na szczycie Lackowej, a potem krążył po okolicy jako upiór.

Maciek zakochał się w pięknej Cygance poznanej na jarmarku w słowackim Zborovie. Zakochany bez pamięci chłopak zlecił porwanie dziewczyny, którą następnie odebrał od opłaconych porywaczy w karczmie w Blechnarce. Cyganka podobno nie protestowała, ale ojciec, rozwścieczony postępowaniem syna, zamknął Maćka w komorze, a dziewczynę polecił odstawić do Zborova. Wkrótce potem zrozpaczony Maciek popełnił samobójstwo. Ponieważ ze względu na rodzaj śmierci nie mógł spocząć na poświęconym cmentarzu, wywieziono go na szczyt Lackowej, gdzie zbiegały się granice Huty Wysowskiej, Bielicznej i Węgier, i tam pochowano.

Wkrótce po okolicy rozeszły się jednak słuchy, że młodzieniec, zamiast leżeć spokojnie w grobie, krąży po lesie jako upiór. W tej sytuacji na pomoc wezwano pewnego bacę ze słowackich Keczkovec, uznanego eksperta od neutralizacji upiorów. Baca wziął z cerkwi w Wysowej trójramienny świecznik i zaświecił w nim świece na grobie Maćka, po czym przeczytał coś z psałterza. Podczas czytania zerwał się tak straszny wiatr, że omal drzew nie połamał. Trzy razy gasił świece baczy i przewracał kartki psałterza nie pozwalając zamawiania*. Obrzęd zakończył się fiaskiem, Maciek dalej krążył po okolicy. Po jakimś czasie ojciec z kilkoma pomocnikami wspiął się na Lackową, aby zasypać grób większą ilością kamieni, to jednak również nic nie dało. Z problemem poradził sobie dopiero inny baca, który przybył spod Tatr. Wykopał on trupa, pokropił święconą wodą, odciął mu głowę ciesielskim toporem, obrócił w trumnie plecami do góry, ułożył odciętą głowę między nogami i przebił ciało dwoma gwoździami (jeden w serce, drugi w krzyże). Trumnę zabito ćwiekami i ponownie zakopano. Metoda tatrzańskiego bacy musiała być skuteczna, bowiem nikt już potem nie widział krążącego pod Lackową upiora. Sam grób z czasem rozpadł się i rozsypał tak, że dziś nie ma już po nim żadnego śladu.

Dla porządku dodajmy, że według niektórych wersji Maciek pochowany został nie na Lackowej, ale na pobliskim Ostrym Wierchu, drugim co do wysokości szczycie polskiego Beskidu Niskiego (938 m). Na korzyść Ostrego Wierchu przemawia znajdujący się na jego szczycie kamienny kopiec. Na Lackowej zaś znajdziemy tylko trzy słupki graniczne (na dwóch z nich daty: 1928 i 1936) oraz dwie tabliczki informacyjne z których wynika, że Lackowa polska (997 m) jest wyższa o metr od Lackowej słowackiej (996 m).

Szubieniczny Wierch

Ostatnia góra z naszego tryptyku to Szubieniczny Wierch (651 m) nad Izbami, występujący na mapach współczesnych pod nazwą Szyberny Wierch. Według krążącej po okolicy legendy zbójnicy powiesili tutaj miejscowego chłopa, który miał ich rzekomo wydać. Później na szczycie góry zawisnąć miała na gałęzi jesionu niewierna narzeczona pewnego groźnego zbójnika. Dziewczyna zawiniła, ponieważ nie chciała czekać na jego powrót z przedłużającego się zbójeckiego rajdu i poślubiła innego mężczyznę. Jeszcze później mieli być tutaj wieszani opryszkowie i złodzieje złapani na pobliskim trakcie węgierskim. Ostatnią ofiarą był podobno pochodzący ze Słotwin koło Krynicy chłop nazwiskiem Śmietana, powieszony bez wyraźnej przyczyny przez konfederatów barskich. Po upadku konfederacji władze austriackie miały nakazać rozebranie stojącej na szczycie góry szubienicy. Miejsce to ma także swoją historię literacką. Nazwę Szubienicznego Wierchu wykorzystał w tytule jednej ze swoich książek żyjący w drugiej połowie XIX wieku pisarz łemkowski Wołodymyr Chylak (znany jako Jeronim Anonim), w latach 1868-1870 proboszcz parafii greckokatolickiej w Izbach.

Na górze nie zachowały się żadne materialne ślady przeszłości. Warto jednak podejść łąkami od cerkwi w Izbach do skraju lasu, skąd roztacza się piękna panorama Lackowej. Dotarcie na sam szczyt Szybernego wymaga przedarcia się przez gęsty młodnik. Decydując się na tę wędrówkę pomyśleć należy o wcześniejszym powrocie, bowiem po zmroku miejsce o takiej historii może nie być przyjemne…


Wybór materiałów wykorzystanych w tej części przewodnika:

Grzesik Witold, Traczyk Tomasz, Wadas Bartłomiej, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej. Przewodnik krajoznawczy, Wydawnictwo Sklep Podróżnika, Warszawa 2015.

*Potocki Andrzej, Polsko-ruski Beskid. Legendy i opowieści, Wydawnictwo Libra, Rzeszów 2017 (cytowany fragment tamże, s. 302).

Śliwa Maciej, Obóz konfederatów barskich pod Wysową, w: Płaj, nr 51, 2016.

Patrz także: http://lemkowyna.blogspot.com/2016/04/izby-czyli-gdzie-puaski-mody-wznosi-i.html, oraz http://www.beskid-niski-pogorze.pl/konfederacja/miejsca/szubieniczny_wierch.php, dost. 28.08.2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *